Start > Recenzje > Książki > Marketing > Nasza recenzja książki "Kod YouTube" Marta Majorek

„Kod YouTube”, Marta Majorek

YouTube ma potencjał, który aż się prosi, by wykorzystać go do zdobywania nowych klientów i podbijania nowych rynków. Wystarczy tylko, że się odważysz. A ta książka pomoże Ci w złamaniu kodu YouTube’a.

Zaktualizowano:

„Kod YouTube”, Marta Majorek

YouTube jest jednym z najbardziej popularnych mediów społecznościowych. Wiele osób ma tam konto, bo jest niezwykle prosty w obsłudze. Jest wygodny i rozpowszechniony. Przejrzysty i przyjazny. Jego obsługa nie wymaga żadnej wiedzy, wystarczy intuicja. Można go użytkować także w wersji mobilnej. To miejsce, w którym istnieje wolność słowa, ale równocześnie dba się o to, by nikogo nie obrazić. Ciężko jest znaleźć kogoś, kto nigdy nie korzystał z YouTube’a.

Kod

W ostatnich latach mogliśmy zaobserwować wysyp różnego rodzaju „kodów”. Modę tą rozpoczął „Kod Leonarda da Vinci”. Od czasu jego publikacji wiele książek nazwano kodem. Chodzi o to, że ich treść łamie tabu. Odkrywa tajemnicę i pokazuje prawdę, która nie wszystkim musi się spodobać. Tak właśnie jest z „Kodem YouTube. Od kultury partycypacji do kultury kreatywności” autorstwa Marta Majorek.

Odrobina historii

Marta Majorek analizę YouTube’a rozpoczyna od wyjaśnienia okoliczności jego powstania. Otóż za jego stworzeniem stała zwykła potrzeba. Trzech znajomych: Chad Hurley, Steve Chen i Jawed Karima pracowali wspólnie w PayPalu. Pomysł na stworzenie serwisu do dzielenia się filmami powstał jako skutek przyjęcia u Chena. Jeden z kumpli nie mógł na nim być. Nakręcili dla niego film, który był zbyt duży, by wysłać go mailem. Zdiagnozowali, wtedy pewną potrzebę i równocześnie lukę w ofercie serwisów internetowych – a później zarobili na niej miliony. W 2005 roku zarejestrowali domenę YouTube.com, na której pojawił się serwis umożliwiający dzielenie się ze znajomymi materiałami wideo. W 2006 został wykupiony przez Google Inc. i nadal jest jego częścią.

Najlepsze w YouTube

Pani Majorek zwraca uwagę na możliwość pozyskiwania informacji o filmach najpopularniejszych w danym momencie oraz jego kategorii. Najczęściej wyszukiwane w serwisie są teledyski. Później kabarety, trailery, samouczki, seriale, programy o muzyce, kosmetykach, recenzje produktów. Na samym końcu znajdują się reklamy i kulisy ich kręcenia. Jaki z tego wniosek? Prawie 40% użytkowników YouTube’a szuka na nim samouczków. 20% filmów o kosmetykach i kolejne 20% – recenzji. Widzisz tu potencjał? Powinieneś. Amatorzy nie kręcą teledysków (zazwyczaj). Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by zaradny przedsiębiorca wyprodukował kilka samouczków. Zastanów się, w czym jesteś dobry i nakręć o tym film. Oczywiście, nie powinieneś przedstawiać tworzenia krok po kroku twojego flagowego produktu. Nie będziesz potrzebny swoim klientom, jeśli będą mogli sami wykonać to, co sprzedajesz. Film może też wykorzystać konkurencja, a to nie byłoby w twoim interesie. Jednak możesz ze spokojem nagrywać filmy o zagadnieniach związanych z twoim konikiem. Przykład – prowadzisz drogerię internetową. Możesz nagrywać filmy z pielęgnacją krok po kroku, z recenzjami poszczególnych produktów albo z przepisami na kosmetyki DIY (Do It Yourself). Albo prowadzisz szkołę języka angielskiego – na filmach możesz pokazywać przygotowywanie prostych pomocy naukowych. Przy okazji kreujesz się na eksperta, więcej osób wie o tobie i twojej firmie – oznacza to, że twoje zyski rosną. Oczywiście, na samym YouTube też można zarobić.

„Od kultury partycypacji do kultury kreatywności”

Tak właśnie brzmi podtytuł „Kodu YouTube’a”. Co oznacza? Początkowo, wiele użytkowników rejestrowało się w tym serwisie tylko dlatego, że znajomi mieli tam konto. Chcieli oglądać te same filmy. Chcieli uczestniczyć w tej samej rozrywce. Chcieli dzielić się własnymi nagraniami (często bardzo krótkimi i prostymi) oraz tymi, które szczególnie im się spodobały. Później, zaczęło chodzić już o coś zupełnie innego. Użytkownicy YouTube’a coraz częściej czują potrzebę pokazania własnej kreatywności. Często uważa się, że nagranie filmu i wrzucenie go do sieci jest łatwiejsze niż prowadzenie bloga. Takie osoby pewnie nigdy nie miały styczności z profesjonalnymi programami do obróbki wideo i nie zdają sobie sprawy, ile umiejętności i czasu potrzeba do tego, by stworzyć dobre nagranie o zadowalającej jakości. Jednakże prawie każdy laptop jest wyposażony w kamerkę, więc w teorii – każdy może nagrać swój film i wrzucić go do sieci. To banalnie proste. Tym bardziej że we filmie można pokazać dużo więcej, niż po prostu pisząc. To ogromna szansa, którą warto wykorzystać. Ogromny potencjał tego serwisu leży w ilości przekazywanych danych. Film to dźwięk i obraz. Możesz, więc zaprezentować wszystkie swoje zalety równocześnie – ładny uśmiech, mowę ciała i przyjemny głos. W naszych czasach ludzie lubią pracować z żywymi osobami, a nie tekstami na stronach.

Nieprzyjemny styl

Książka „Kod YouTube” to nie jest miła lekturka na sobotnie popołudnie. Jest napisany wyjątkowo nieprzystępnie. Stylizowany jest na opracowanie akademickie, a nie poradnik dla zwykłego internauty. Liczne przypisy zakłócają odbiór. W związku z tym, żeby go przeczytać trzeba mieć odrobinę samozaparcia. Przykład? „Niniejszy rozdział ukazał jego ramową charakterystykę, pozwolił dokonać szkicowego oglądu tej złożonej materii.” Nie brzmi to zbyt przystępnie, prawda? To nie jest pozycja proponowana osobom bez doświadczenia. Jeśli jednak umiesz sobie radzić z takim językiem, to zdecydowanie powinieneś zabrać się za książkę Marty Majorek.

Informacje zawarte w niej są bardzo ciekawe. To analiza relacji, które powstają na YouTube oraz tego, że są one powierzchowne. Sztuczne. Wcale nie przypominają prawdziwego życia. Ale też wcale nie chcą tego odbiorcy. Prezentowane filmy nie muszą być inteligentne. Nie muszą być wyższych lotów. Po prostu muszą podobać się odbiorcom. Dzięki temu YouTube to szansa na zaistnienie w internecie osób, które w każdym innym miejscu zostałyby zignorowane. Jako przykład można wskazać youtuberów nagrywających własne seriale albo testujących, ile zwycięskich paczek chipsów będzie w ich wagonie. Czy takie filmy mają sens? Nie. Czy mają widzów? Tak. Czy przynoszą zyski? Pewnie, że tak. I to właśnie z tego powodu przedsiębiorca udzielający się w mediach społecznościowych nie powinien zapominać o YouTube i jego ogromnym potencjale.